Zobacz prace w powiększeniu

O miłości rodzicielskiej - 7.10.2015 r.

Rozważania o miłości rodzicielskiej z dnia 7.10. 2015 r.

O miłości rodzicielskiej

Przewodnią nicią mojej opowieści jest miłość matki do córki na przykładzie Agnieszki Dworakowskiej. Są to moje przemyślenia, które posiadam na skutek tego, że zostałam oszukana. Konsekwencje tego procederu ponoszę do dziś.  Chciałabym zaapelować do ludzi decyzyjnych o podjęcie stosownych działań oraz przestrzec  innych, żeby nie dali się złapać w sidła zastawione przez nieuczciwych ludzi.

 

Zamieszanie z nazwiskiem

Agnieszkę, bohaterkę mojej historyjki , poznałam kiedy była żoną Andrzeja Baranowskiego, to znaczy ja i Romek byliśmy przekonani, że Andrzej jako syn Mariana ma to samo nazwisko. A on już wtedy miał w dokumentach zmienione dane na Andreas Nicolaus Malinowski.  To taka mała dygresja.  Agnieszka i Andrzej mieli dwuletnią córeczkę Oliwię. To był rok 2000. Pierwszy przedstawił ją mnie ówczesny prezes Spółki MBB  Marian Baranowski. Pomyślałam, że jest tylko żoną Andrzeja i nie odgrywa żadnej ważnej roli. Ale było inaczej. O czym dowiedziałam się rok później. Z naszych rozmów przypominam sobie jedną z pierwszych, gdy mi się zwierzyła. Powiedziała „Mam dużo starszego męża i małą córeczkę i muszę o jej sprawy zadbać, zabezpieczyć jej byt”. Na co ja odpowiedziałam, że wcale mnie to nie dziwi. To było dla mnie oczywiste. Każda matka chce jak najlepiej dla swojej pociechy. Ale ja nie przypuszczałam, nawet do głowy by mi nie przyszło, że te słowa oznaczały całkiem coś innego: „Muszę zadbać o córkę dlatego zrobię to Waszym kosztem”.  Kiedy z perspektywy czasu przypominam sobie tę rozmowę, to widzę jasno, że wszystkie jej późniejsze działania  były skierowane przeciwko nam. Jednak wówczas nikt nie mógł przewidzieć takich rzeczy. 

Po raz pierwszy z nazwiskiem Dworakowska zetknęłam się w artykule w Dzienniku Polskim „Po prostu Classic”, gdzie pojawiła się Agnieszka Dworakowska. Podano, że jest pełnomocnikiem spółki MBB. Nie od razu skojarzyłam, bo tylko imię się zgadzało. Jednak najgorsze moje przypuszczenia szybko się potwierdziły. Wszystko zaczęło się po podpisaniu aktu notarialnego. Tu jeszcze wrócę do osoby Mariana Baranowskiego, którego priorytetowym zadaniem było doprowadzić byśmy podpisali akt notarialny u zaprzyjaźnionego notariusza. I to się dokonało. Z tym, że konsekwencje były dla nas bardzo nieprzyjemne. Myśmy się oparli na wielkim zaufaniu, a tymczasem notariusz Ewa Żochowska-Zalewska sporządziła niewłaściwy akt notarialny, to znaczy błędny, co nas kosztowało potem 9 lat procesowania się, żeby ten akt  unieważnić. Do tej pory nie zapadł żaden wyrok w sprawie niewłaściwie przygotowanego aktu. Pytam się dlaczego? W jakim celu Wysoki Sąd przedłuża? To jasne, chodzi o to, żeby  sprawa się przedawniła. A sprawę prowadził prof. Kubas, wykładowca Uniwersytetu Jagiellońskiego i adwokat Skąpski.

 

Zmiana ról

Po podpisaniu aktu notarialnego we wrześniu 2001 r. zmienił się diametralnie stosunek całej trójki  do nas. Dotarło do mnie, że zaczęły się dla nas poważne kłopoty. A Agnieszka Dworakowska zaczęła mieć coraz więcej do powiedzenia. Jej rola zaczęła nabierać znaczenia. Bo już przestała być tylko żoną Andrzeja, została dyrektorem hotelu, nielegalnego zresztą, to znaczy ten hotel nie miał prawa tu zostać uruchomiony. Z prostej przyczyny – budynek był współwłasnością. Ja i Romek mieliśmy 15 % udziału w budynku. A na dodatek mieliśmy swoje mieszkanie na terenie hotelu. To było sprzeczne z obowiązującą ustawą o hotelarstwie. Dlatego pozbawiono nas dostępu do mieszkania, które przez pięć lat było bezumownie wykorzystywane jako apartament hotelowy. Wnieśliśmy o odszkodowanie i sprawa wniesiona z naszego powództwa do dzisiaj toczy się w sądzie, właściwie nie toczy się tylko czeka na rozstrzygnięcie, choć mogłaby się już dawno zakończyć.  Zwykły obywatel na tym traci a zyskują spryciarze prawnicy i adwokaci. Prawo w takich zagmatwanych sprawach przegrywa.

 

Groźby

Agnieszka Dworakowska rozkręcała biznes hotelarski i nie było jej na rękę, że po pewnym czasie odzyskaliśmy dostęp do naszego mieszkania. Co więcej zagroziła, że jak będę „kręcić się” po hotelu, to źle się to dla mnie skończy. Ta groźba uświadomiła mi, że to nie są żarty ale realne zagrożenie, a ja nie zamierzałam tracić zdrowia czy nawet życia, tylko bardzo chciałam zrealizować nasze wspólne z Romkiem marzenie o teatrze i galerii. Przebolałam fakt, że utraciłam przedmioty, które znajdowały się w naszym mieszkaniu, mam wykaz rzeczy utraconych, co więcej odbyło się śledztwo, które wykazało, że nikt niczego nie ukradł! To utwierdziło Agnieszkę Dworakowską, że działa skutecznie i ośmieliło do dalszych bardziej stanowczych kroków. Jednym z nich było pozbawienie nas wody. Przez ponad dwa tygodnie musiałam nosić wodę ze sklepu. Musiałam dać sobie z tym radę i wyegzekwować ponowny dostęp do bieżącej wody. Niedawno, bo na początku roku (2015) Agnieszka Dworakowska znowu przepuściła atak na moje zdrowie i przez 12 dni zimne powietrze z agregatów chłodniczych było wpuszczane z hukiem do mojego salonu. Miałam  Spitsbergen i znowu własnymi siłami a w zasadzie dzięki uczuciu młodego człowieka do kobiety, który ze wzgląd na miłość podjął się rozwikłania tej zagadki, udało się przerwać ten bandycki proceder.  Po raz kolejny przekonałam się, że człowiek pozostawiony jest samemu sobie,  musi sobie sam poradzić, a służby państwowe niestety mają ograniczone pole manewru i niejednokrotnie są bezradne. Interweniowałam w pięciu instytucjach i co? I nic!

 

Dowody na uciążliwości

                Po pięcioletnim procesie wyrokiem drugiej instancji Sądu Apelacyjnego w Krakowie Wydział I Cywilny w składzie trzech sędziów Syg. Akt 1ACA352/05 uzyskaliśmy dostęp do naszego mieszkania na szóstym piętrze z możliwością korzystania zarówno ze schodów jak i z windy. Ale to wcale nie dało nam jeszcze prawa wejścia bo Dworakowska i jej mąż i akcjonariusze spółki MBB nie wpuszczali nas do mieszkania. Mimo wyroku, który zapadł. Wobec tego, żeby dostać się do mieszkania, zwróciłam się do pełnomocnika Prezydenta Miasta Krakowa z prośbą o wpłynięcie drogą administracyjną do Agnieszki Dworakowskiej Dyrektora Hotelu Classic ul. św. Tomasza 32. Treść pisma:

                Zwróciła się do mnie z prośbą o interwencję w sprawie swojego mieszkania Pani Stanisława Motak-Hnatowicz osoba niepełnosprawna. Pani Stanisława Motak-Hnatowicz jest właścicielką mieszkania M2 położonego na VI kondygnacji  hotelu przy ul. św. Tomasza 32. Na mocy wyroku Sądu Okręgowego w Krakowie Wydział I Cywilny Pani Stanisława Motak-Hnatowicz (Syg. Akt 1C 1408/02) ma prawo do korzystania z części wspólnych budynku przy ul. św. Tomasz 32 w Krakowie.

                W związku z tym zwracam się do Pani Dyrektor z prośbą o przeanalizowanie możliwości pomocy Pani Stanisławie Motak-Hnatowicz w przedstawionej sprawie.

                Pytam się wiec kim jest Agnieszka Dworakowska, że ani wyrok w imieniu Rzeczypospolitej ani Prezydent Miasta Krakowa nie mają na nią wpływu?

                Agnieszka Dworakowska realizowała zarówno cudze jak i własne polecenia. Czego dowodem było chociażby zamknięcie mi wody.  W związku z tym zwróciłam się do Miejskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji i otrzymałam odpowiedź z dnia 29 listopada 2005 r.

Dotyczy : budynku przy ul. św. Tomasza 32

                Działając w imieniu Miejskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji S.A. w Krakowie zawiadamiamy, że nasze Przedsiębiorstwo otrzymało informację od właścicieli budynku położonego w Krakowie przy ul. św. Tomasza 32, Państwa Stanisławy Motak-Hnatowicz i Romana Hnatowicza, że od około dwóch tygodni została wstrzymana dostawa wody do lokali w tym budynku, których są właścicielami. Z powyższej Informacji wynika również, że woda została wstrzymana przez firmę, której Pani jest Pełnomocnikiem, wskutek podejmowania działań na wewnętrznej instalacji wodociągowej budynku. Zwracamy zatem uwagę, że umowa o dostawę wody przewiduje zaopatrzenie w wodę całego budynku, a nie tylko lokali, które firma A. Malinowski – CLASSIC TOUR dzierżawi. Wskutek podjętych działań na wewnętrznej instalacji wodociągowej, Wasza firma uniemożliwiła MSWiK S.A. świadczenie usług na rzecz całego budynku. Takie zachowanie się odbiorcy usług narusza postanowienia, nie tylko wiążącej strony umowy, ale też Regulaminu dostarczania wody i odprowadzania ścieków na terenie miasta Krakowa. W związku z powyższym wzywamy A. Malinowski – CLASSIC TOUR do niezwłocznego zaniechania  opisanych powyżej działań i umożliwienie świadczenie usług przez MPWiK i poboru wody przez pozostałych współwłaścicieli.


                Agnieszka Dworakowska nic sobie nie robiła z tych pism. Działała i działa do tej pory z prostej przyczyny, chce mi tak utrudnić, uprzykrzyć życie i uskutecznia różne prowokacje, ażeby nas zniechęcić dostatecznie, żebyśmy się wynieśli ze swojego mieszkania a ona mogła z niego korzystać. Nie mając do tego prawa. Dworakowska nie daje za wygraną i w dalszym ciągu czyni mi trudności. A zatem gdy się tylko pojawiłam na schodach swojego mieszkania chcąc się do niego dostać, zagrodziła mi i powiedziała, że jeżeli będziesz się tu kręciła, to cię strącę. W związku z czym przemyślałam, co mi po mieszkaniu, jeśli ona mnie strąci ze schodów. Może mnie już nie będzie wcale. I doszliśmy do wniosku, że lepiej będzie jak sprzedamy mieszkanie. Ale nie wiedzieliśmy, że adwokat Tomasz Siwiński, który miał zająć się tą sprawą od początku współdziałał z Dworakowską i Spółką MBB. Mało tego, mieszkanie sprzedał a pieniędzy do dziś nie dostałam. Kredyt wzięli na mieszkanie ale nigdy nam nie zapłacili. W międzyczasie umarł mąż. Sprawa mieszkania pozostawała niezałatwiona a wszystkie dokumenty były u adwokata Siwińskiego. Nagle nie mogłam się z nim w żadem sposób skontaktować, nie odbierał telefonu, nie odpisywał na listy, w końcu zgłosiłam sprawę do prokuratora. A dokumenty m.in. dotyczące postępowania spadkowego musiałam przez prawie dwa lata odtwarzać. Sprawa cywilna przeciwko adwokatowi Siwińskiemu jest w toku, został zawieszony w czynnościach adwokackich i aresztowany na trzy miesiące. A na swoim koncie ma szereg innych podobnych oszust, z tym, że na mniejszą stratę niż ja. Z takimi ludźmi miałam do czynienia.

 

Przyczyna tkwi w decyzji

Przyczyną wieloletniego procesowania się ze Spółką MBB było jedno błędnie wydane zezwolenie na prowadzenie hotelu. W akcie notarialnym wyraźnie było zapisane, że działka przeznaczona jest pod budynek pensjonatowo-mieszkalny a nie hotel.  Tę decyzję wydał Urząd Marszałkowski w Krakowie. I to jest główne źródło wszelkiego zła. Urząd nie powinien wydać takiej decyzji, bo tą decyzja naruszył ustawę o hotelach. On bezprawnie funkcjonuje.


 Koniec końców 30 grudnia 2009 r. Akt notarialny został wzruszony wyrokiem sądu i sprawa wróciła do umowy przedwstępnej.  W odpowiedzi Agnieszka Dworakowska i Spółka BMM wnieśli do Sądu sprawę o zniesienie współwłasności. Wiąże się z tym ponowne wykonie pomiaru całego obiektu przez biegłego sądowego. Tu mała dygresja. Pod powierzchnią parteru hotelu znajdują się jeszcze dwa pietra, gdzie mieści się m.in. kawiarnia hotelowa. Z pomiaru wynika, że działka wynosi 310 m kwadratowych, a z kawiarnią zajmuje 324 m. To jest najświeższe odkrycie.